Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/paramus.na-czasami.pomorze.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
Tammy przez chwilę liczyła w myślach.

propozycją, ale pomysł Róży bardzo mu się spodobał.

Tammy przez chwilę liczyła w myślach.

Róża jednak nie odpowiedziała. Była zbyt przejęta obawą, że któryś z ptaków mogłyby trzepotem skrzydeł zburzyć
Kiedy nie wyglądało na to, żeby ona o nim myślała! Jego tytuł, władza i pieniądze nie robiły na niej najmniej¬szego wrażenia. Nie próbowała go sobą zainteresować. Na¬wet nie chciało się jej ładnie ubrać ze względu na niego! Owszem, dwa razy zrobiła się na bóstwo, ale tylko po to, by Ingrid nie traktowała jej z wyższością. Nie przyszło jej do głowy stroić się dla Marka i nawet się z tym nie kryła.
niego były niesłuszne. Jeżeli jednak udało mu się wywinąć przed karą za morderstwo, Rudy Harper nie zamierzał powiedzieć jej prawdy. Chwyciła torebkę i wstała. - Dziękuję, że przyjąłeś mnie bez zapowiedzi. - Zawsze jesteś tu mile widziana, Sayre. - Szeryf okrążył biurko i odprowadził ją do drzwi gabinetu. - Zamierzasz zostać na jakiś czas w mieście? - Wyjeżdżam dziś po południu. - W takim razie powodzenia i dbaj o siebie. Z tego, co słyszałem, w San Francisco jest wielu dziwaków. - Jego usta rozciągnęły się w grymasie, który przy odrobinie chęci można by uznać za uśmiech. - Detektyw Scott ma wszystkie twoje numery telefonów. Myślę, że najpóźniej jutro zamkniemy śledztwo. Dopilnuję, żeby do ciebie zadzwonił, kiedy tylko skompletujemy oficjalne wyniki dochodzenia. - Będę bardzo wdzięczna. Wychodząc, przypomniała sobie o Jessice DeBlance i zawahała się. Sekretne zaręczyny Danny'ego mogły być ważną wskazówką, ale Rudy Harper był na liście płac Huffa. Cokolwiek usłyszy, trafi to natychmiast do uszu jej ojca, a Jessica powiedziała, że nie chce, aby Huff dowiedział się o ich planach małżeńskich. Sayre nie była pewna, czy może powierzyć tę informację Wayne'owi Scottowi, ponieważ podejrzewała, że młody detektyw będzie się czuł w obowiązku, aby przekazać tę informację swojemu szefowi. Dopóki nie przedyskutuje tego z Jessicą, nie powie niczego. Dręczyło ją coś jeszcze, ale nie mogła sobie uzmysłowić, co to takiego. Kiedy była już niemal na końcu korytarza, rozjaśniło jej się w głowie. - Szeryfie Harper? - zawołała. Rudy wycofał się już do biura, ale wystawił głowę przez drzwi i spojrzał na nią pytająco. - Powiedział pan, że zapewne podczas łowienia ryb Danny postanowił odebrać sobie życie. - Tak zgaduję. - Nie mogę się z tym zgodzić. - Rozmawialiśmy już o tym, Sayre. - Nie mówię o samobójstwie, tylko o rybach, Danny nienawidził wędkować. Gdy tylko Beck wszedł do biura Huffa, od razu się zorientował, że stary jest zdenerwowany. Zanim zdążył się przywitać, Huff chwycił list ze sterty podobnie wyglądających druków i pomachał nim w kierunku Becka. - To mnie wkurzyło - powiedział. Niektórym wydałoby się niestosowne, że on lub Chris pojawili się w pracy następnego dnia po pogrzebie Danny'ego. Zgodnie z tradycją powinni zrobić sobie wolne do końca tygodnia, ale Huff nigdy nie przykładał wagi do ceremonii, a jego kredo głosiło, że każdy dzień jest dniem pracy. W świecie Huffa Hoyle'a nie istniało coś takiego, jak wakacje. - Co to jest? - spytał Beck. Huff wręczył mu list. Beck usiadł na krótkiej kanapie stojącej obok biurka Huffa. Przeciwległą ścianę tworzył szereg okien wychodzących na halę. Był to sceniczny widok, jeżeli lubiło się brudną szpetotę odlewni stalowych rur. W pomieszczeniu panował wilgotny, upalny półmrok. Beck miał biuro na drugim końcu korytarza, podobnie jak Chris i Danny. Pierworodny Huffa przed chwilą przywlókł się do pracy. Drzwi do gabinetu Danny'ego były zamknięte. Beck spojrzał na list, który wręczył mu Huff. - „Z wyrazami głębokiego współczucia, Charles Nielson" - przeczytał. Spojrzał na Huffa i
- Ale nim to się stanie, wolałabym, żeby on i jego kolesie znaleźli sobie inne miejsce do przesiadywania. Burgery zaraz będą gotowe. Miło było panią poznać - rzuciła w stronę Sayre, odchodząc - chociaż z wątpliwą szczerością. Zdawała się niechętnie zostawiać Becka sam na sam z inną kobietą. Kelnerka prawdopodobnie nie była jedyną dziewczyną w Destiny, której mocniej biło serce na widok Merchanta i Sayre rozumiała dlaczego. Miał w sobie niezaprzeczalny seksapil; zielone oczy, jasne włosy i uśmiech wart grzechu. Wyglądał równie przystojnie i elegancko w starych dżinsach i białej kratkowanej koszuli, które miał na sobie teraz, jak w garniturze, na pogrzebie. Bardzo atrakcyjny zestaw. Ale o Chrisie można było powiedzieć to samo. Nosił się równie elegancko, był przystojny niczym gwiazdor. Tyle że wiele niebezpiecznych, śmiercionośnych gadów także wygląda równie ujmująco. Chris był wężem, który uderzał, jednocześnie omamiając ofiarę swym pięknem. Sayre nie ufała Beckowi, podobnie jak starszemu bratu. Może nawet bardziej. Chris urodził się złym człowiekiem, Merchantowi płacono za jego podłość. - Selmie pękłoby serce, gdyby się dowiedziała, że przyszłaś tu na obiad, chociaż przez cały dzień próbowała nas nakarmić - zauważył Beck. - Kocha nas. Zawsze kochała i to bardziej, niż sobie na to zasłużyliśmy. - Dlaczego uważasz, że nie zasługujesz na miłość? - spytał, pochylając się ku niej. - Jest pan prawnikiem, panie Merchant, a nie psychoanalitykiem. - Próbuję po prostu podtrzymać konwersację. - Klaps Watkins też tak mówił. Roześmiał się głośno. - Zatem muszę popracować nad swoją techniką. Przez chwilę mieszał słomką w swojej szklance coli. - Sayre, przepraszam cię - powiedział powoli, spoglądając jej w oczy. - Za to, że w ten sposób mówiłem o starym Mitchellu. To była tania zagrywka. Zazwyczaj postępuję nieco bardziej uczciwie, nawet gdy jestem zły. Nienawidząc się za wiarę w szczerość jego przeprosin, nie odpowiedziała. Wzruszyła tylko ramionami. Kelnerka przyniosła ich zamówienia. Burgery były takie, jakie powinny być; tłuste, gorące i smakowite. Przez kilka chwil jedli w milczeniu, ale Sayre wiedziała, że Beck jej się przygląda. - O co chodzi, panie Merchant? - spytała wreszcie. - Słucham? - Ciągle pan na mnie patrzy. - Hmm, przepraszam. Zastanawiałem się po prostu, czy podziękowanie rzeczywiście jest dla ciebie tak trudne. - Za co? - Za odstraszenie Watkinsa. Skinął głową w kierunku okna. Odwróciła się i spojrzała, jak natręt wsiada na motocykl. Kopnął zapłon i wyjechał z miejsca na parkingu przed barem. Zanim z rykiem silnika oddalił się na autostradę, pokazał im środkowy palec. - To najlepiej świadczy o jego opinii o nas - mruknęła Sayre i dodała: - Poradziłabym sobie z nim, ale prawdopodobnie nie bez wszczynania awantury i zrobienia z siebie głównego tematu miejscowych plotek. Dlatego dziękuję. - Cieszę się, że mogłem pomóc. - Powiedział, że już kiedyś spuścił ci manto. Naprawdę? - To jego wersja. - Skończył jeść burgera i wyciągnął dwie serwetki z podajnika, żeby wytrzeć ręce. - To dzięki Watkinsowi ponownie zaprzyjaźniliśmy się z Chrisem. Dwie kawy - rzucił do
- Zrobiłaś mi śniadanie? - spytał, zaskoczony i rozbawiony. - Ach, chciałaś mi jakoś wynagrodzić to, że tak mnie porzuciłaś wczoraj?
- Nie powinienem był tego robić. Dopiero co dowie¬działaś się o śmierci siostry, o istnieniu Henry'ego i pod¬jęłaś decyzję o wyjeździe z kraju. Za dużo jak na jeden
- Co się stało? - zapytał Mały Książę.
- Nie, proszę pana, przybyłem spytać, czy chciałby Pan i umiał być przyjacielem - powiedział bardzo grzecznie
Nie wiadomo skąd któregoś popołudnia pojawił się Motyl. Mógł przybyć zarówno z innej planety, jak też wyłonić
- Rozumiem, że w razie czego mogę liczyć na pomoc panów?
Chciałam ukarać Huffa za to, że odebrał mi Clarka i moje dziecko. Nie obchodziło mnie dłużej moje życie, ważne było tylko to, żeby go zranić. Kiedy kazał mi wyjść za mąż, zrobiłam to wyłącznie, by zrujnować moje małżeństwo tak, żeby Huff na tym ucierpiał. Ci dwaj mężczyźni padli ofiarą niesławnych Hoyle'ów i naszego talentu do niszczenia życia. - Nie mam ani krzty współczucia do twoich tak zwanych małżonków. Ożenili się z tobą, wiedząc, że ich nie kochasz. Dopraszali się o to, abyś ich wykorzystała. W zamian za swoje poświęcenie mogli z tobą sypiać. Ile miałaś wtedy lat? - Za pierwszym razem dziewiętnaście. Poślubiając drugiego z nich, skończyłam dwadzieścia jeden. - A oni? W jakim byli wieku? - Starsi. O wiele starsi. Bardziej w wieku Huffa niż moim. Dwaj napaleni znajomkowie Huffa potrafili wyczuć czekające ich przyjemności. Chwycili się szansy na poślubienie Sayre, nawet ze świadomością, że najprawdopodobniej ich związek z nią nie potrwa długo. - Mogli spędzać każdą noc z piękną, młodą kobietą. Chyba że nie... - Tak. Chciałabym móc ci powiedzieć, że tego z nimi nie robiłam - rzekła tak cicho, że ledwie ją usłyszał. - Ale dostęp do mojego ciała był częścią kontraktu. - W takim razie wykorzystywano cię, prawda? Oparła czoło na kolanach. - Niezbyt piękna przeszłość, co? Nie zważając na przeszywający ból w klatce piersiowej, usiadł i otoczył ją ramieniem. Potem pociągnął ją w dół, układając na poduszce obok siebie. Odgarnął włosy z twarzy i zmusił, żeby na niego spojrzała. - Czy ktokolwiek mógłby cię winić za to, co zrobiłaś po tym, co ci się przytrafiło? - Wczoraj w nocy podsłuchałeś moją rozmowę z Huffem. Słyszałeś wszystko? - Wystarczająco dużo, by zrozumieć, dlaczego tak nienawidzisz ojca. Sayre wtuliła twarz w jego szyję. - To, co się stało, było bardzo dobrze strzeżoną tajemnicą. Nawet moi bracia nic o tym nie wiedzieli. Ani Selma. Nikt. Nie mogłam o tym z nikim porozmawiać, podzielić się swoim bólem. - Clark? - Nigdy się nie dowiedział, że byłam w ciąży. Popełniłam błąd, mówiąc o tym Huffowi, zanim porozmawiałam z nim. A po aborcji co mogłam zyskać, mówiąc mu o tym? Dziecka już nie było. Gdyby się dowiedział, poczułby się jedynie tak samo okropnie, jak ja. - Kochałaś go za bardzo, żeby mu powiedzieć. - Coś w tym stylu. Nadal jest mi bardzo drogi. Zawsze będę wspominała nasz związek bardzo czule. Moja pierwsza miłość. Cierpię jednak... - przerwała na dłuższą chwilę, zanim podjęła wątek. - Cierpię jednak z powodu dziecka. Była to jedyna niewinna istota w moim życiu, w świecie rodziny Hoyle'ów. Czysta, nietknięta. A Huff ją zniszczył. Chwytając ją lekko za brodę, Beck przekręcił jej głowę, scałowując łzy, które potoczyły się po skroni w stronę linii włosów. - Nie zniosę twojej litości - powiedziała chropawym głosem. - W porządku. Zatem ty ulituj się nade mną. Chwycił jej dłoń i zamknął wokół swojego penisa. Całując ją, prowadził jej rękę, aż Sayre zmieniła pozycję. Wycałowała jego sińce na klatce piersiowej, brzuchu i niżej. - To była jedna z twoich fantazji, prawda, Beck? - spytała. - Tamtego dnia, w odlewni, kiedy
- Wolałabym nie. Nawet jeśli ty miałbyś na to wielką ochotę.
Huff wypuścił z ust kłąb dymu. - Zamierzasz tracić swoje najlepsze lata na obrabianie cudzych żon? Może zamiast tego zaciągnąłbyś do łóżka swoją własną i zrobił jej dzieciaka? Chris potarł pięściami oczy, jakby go nagle zabolały. - Nie chcę o tym teraz rozmawiać. - Będziemy o tym rozmawiać wtedy, kiedy ja zechcę - odparł Huff. - Całymi tygodniami unikałeś rozmowy na temat Mary Beth. Chcę wiedzieć, o co chodzi. - W porządku. - Chris oparł głowę na fotelu i nabrał powietrza w płuca. - Mary Beth nie chce podpisać dokumentów rozwodowych. Beck konsultował się z najlepszym adwokatem od tych spraw w Nowym Orleanie. Gość faworyzuje mężczyzn, a nie ich chciwe, marudne ekspołowice. Jest twardy jak głaz. Przygotował dla mnie papiery. Beck wczytał się w każde słowo i jego zdaniem to najlepsza opcja dla mnie, jednocześnie wciąż bardzo korzystna dla Mary Beth. - Przestał bujać się na fotelu, pochylił się do przodu i przysunął twarz do twarzy Huffa. - Ale ona nie chce podpisać papierów. - W takim razie może jest nadzieja, że się pogodzicie. Chris roześmiał się krótko. - Mary Beth nie odmawia rozwodu dlatego, że chce zostać ze mną, tylko z pogardy. Nienawidzi mnie, ciebie, tego miasta i fabryki. Gardzi wszystkim, co jest z nami związane. - Diabła tam, chłopcze, to tylko kobieta. Kobieta. Przestań pieprzyć Lilę i pojedź do Meksyku. Uwiedź swoją żonę. Zrób, co trzeba. Kup jej kwiaty, biżuterię, nowy samochód, nawet nowe cycki, jeśli sobie ich zażyczy. Przekup ją podarunkami i romantyzmem. Upokórz się, jeśli będziesz musiał. Nie umrzesz od tego. Przeleć ją tyle razy, żeby zaszła w ciążę, a potem zamknij w domu aż do czasu, kiedy dzieciak się urodzi. Gdy go dostaniemy w swoje ręce, ogłosimy ją patologiczną matką i odeślemy bez grosza gdzie pieprz rośnie. - To się nie stanie, Huff - Chris potrząsnął głową. Podniósł rękę, powstrzymując Huffa przed protestem. - Nawet gdybym zdecydował się wciągnąć tę sukę z powrotem do łóżka, czego nie zamierzam zrobić, nawet jeśli ją przelecę, jak to romantycznie ująłeś, tysiąc razy, nic z tego nie będzie. - Nic z tego nie będzie? O czym ty, do cholery, mówisz? - Podwiązała sobie jajowody. Huff poczuł, jak jego ciśnienie skacze pod sufit. W ciągu kilku sekund zgaga rozpaliła mu żołądek żywym ogniem, od przepony do przełyku. - Ostatnim razem, kiedy próbowałem się z nią pogodzić, roześmiała mi się w twarz - ciągnął Chris. - Powiedziała, że wie, dlaczego to robię. Chcę załatać nasze małżeństwo tylko po to, by zapewnić tobie i sobie dziedzica. Spytała, czy uważam, że jest taka głupia? - Spojrzał na Huffa. - Powiedziała, że można ją posądzać o wiele rzeczy, ale na pewno nie o głupotę. Potem ostatecznie pogrzebała wszelkie moje nadzieje, oświadczając, że podwiązała sobie jajowody. Bo rzekomo tyła od pigułek antykoncepcyjnych. Faktycznie, jej tyłek zrobił się szeroki jak stodoła. Teraz nosi skąpe bikini, więc nie może sobie pozwolić na dodatkowe kilogramy i opuchliznę. To jej własne słowa. Dlatego poddała się zabiegowi i może do woli pieprzyć się ze swoim meksykańskim czyścicielem basenu, wrócić do mnie i stać się na powrót kochającą, oddaną żoną albo wstąpić do zakonu. Jednego jednak nie zrobi. Nie pocznie dziecka - westchnął. - To właśnie bałem się ci powiedzieć i szczerze mówiąc, cieszę się, że w końcu zrzuciłem z siebie ten ciężar. Rozważając niepomyślne wieści, Huff wypalił papierosa aż do filtra. Jego głupia i powierzchowna synowa, co było mianem zbyt szlachetnym dla tej kłamliwej dziwki, uczyniła się bezpłodną. W porządku. W takim razie Chrisowi zostało już tylko jedno: uzyskać rozwód i
Trafiła w tors. Chmura białego proszku na moment wzbiła się w powietrze, a potem opadła, obsypując grubą warstwą paradny strój księcia. Cała trójka dorosłych zamarła na długą chwilę.

- Nie, dziękuję - odmówiła. Teraz nie mogła

– Ale ty nie chcesz zemsty, prawda? Rozumiem. Chciałabyś,
ojciec. Mylił się. Jest z pewnością zupełnie
– Masz na myśli to, że jest zatwardziałym
Lokaj westchnął.
- Dawno powinienem sprać Williama Landry'ego -
to nie obędzie się bez fizycznego kontaktu.
Amy uśmiechnęła się.
takie ryzyko.
– Dzięki, Rob.
- Tak. To rysunek, jak uczysz nas pływać.
skruszy jej opór?
Tęsknił do prysznica. Powietrze było nagrzane i pełne kurzu.
Popatrzył na brzeg. Chłopcy już wyszli.
Po gładkim policzku Victorii spłynęła łza.
wzięła jeszcze jeden głęboki oddech, starając się zachowywać

©2019 paramus.na-czasami.pomorze.pl - Split Template by One Page Love